Po prostu marzec

Niedziela Palmowa otwiera w naszej rodzinie cały tydzień obchodów i Świąt Wielkanocy. Cieszymy się dzisiaj z kończącego się Wielkiego Postu i myślimy, podsumowujemy, co takiego nam przyniósł.


Kiedy kolejne miesiące jesteśmy w domu, bez szkoły, bez odwiedzin, to żyjemy tymi drobiazgami, które sprawiają, że dni różnią się od siebie. Rodzinne tradycje, szukanie nowych pomysłów i DZIAŁANIE pozwala dzieciom odnaleźć się w pandemicznej sytuacji i mieć poczucie, że robią cokolwiek, że mają wpływ na coś.

Bo często zapominamy, że w jakkolwiek ciężkiej sytuacji się nie znajdziemy, to zawsze możemy zrobić "coś".

Tym czymś jest niepoddawanie się. Wpływ mamy czasem tylko na nasze myśli i warto o nie dbać. Pielęgnować dobrymi obrazami, podlewać dobrymi słowami, poszukiwać nadziei. Tak wiele mówi się o dbaniu o odporność organizmu, witaminy, ruch, dieta, sen. Jest jeszcze coś. Higiena umysłu. Równie ważna, a może i ważniejsza. Strach dopada każdego z nas i my dorośli nieraz nie potrafimy sobie z nim poradzić, a co dopiero dzieci. Budowanie bezpieczeństwa w domu rozmową, czułością, stabilizacją i wspólnymi aktywnościami jest najcenniejszą inwestycją w przyszłość dzieci.


W sobotę przed niedzielą palmową siadamy sobie na podłodze, w kręgu, włączamy pieśni wielkopostne i znosimy wstążki, bukszpan, krepy, bazie. Śpiewamy, rozmawiamy, uczymy chłopaków zwijać środki do naszych kwiatków i pleciemy palemki.


Przez Wielki Post spotykaliśmy się wieczorem przy zorganizowanym przez dzieci kąciku. Franek uplótł koronę cierniową. Czytaliśmy po krótkim fragmencie Ewangelii i przyklejaliśmy jej symbol na tablicy, by przypomnieć sobie życie Jezusa od narodzin. Oprócz słoiczka na naszą jałmużnę, znalazły się dwa słoiczki na fasolki. Za każdy dobry uczynek, bez kłótni, z uśmiechem zrobiony, dzieci wrzucały jedną fasolkę.

Powiedziałam, że tak naprawdę tylko to będzie miarą ich Wielkiego Postu. Ciężar tych słoiczków, będzie słodkim ciężarem ich dobrych czynów, ważniejszych niż np. odmówienie sobie czekoladki.


Dawno nie było nas też w teatrze! Z Frankiem przerabialiśmy cały tydzień nuty, dżwięki, historię muzyki i najlepszym zwieńczeniem tej pracy było zaproszenie na domowy spektakl.

Wybraliśmy "Piotrusia i Wilka" Siergieja Prokofiewa. To niedługa bajka muzyczna, której animacja wytwórni Se-Ma-For otrzymała Oscara w 2008 roku. Dzieci zadbały o sok malinowy na toast, kurtynę, dekorację, odpowiedni ubiór i przygotowanie notatki wprowadzającej, jak bywało to w cyklu "Kocham kino" :)


Jagoda ma doskonały słuch i bardzo lubi tańce na rękach mamy, rozpoznaje większość swoich piosenek po pierwszych paru nutkach i gwarantuję Wam, nie jest to już kategoria "była sobie żabka mała"...


Zatęskniliśmy też za wycieczką. Taką prawdziwą. Nie zastąpi ona wyjazdu wesołym autokarem, w którym czuć zapach kanapek z szynką, obitych jabłek i słychać "daj gryza!"; "psze pani, muszę do toalety..." i "ile razy mam powtarzać, że nie obracamy się i nie klękamy na siedzeniach w czasie jazdy!".

Udaliśmy się do palmiarni, żeby nacieszyć oko roślinnością, przypomnieć sobie rośliny różnych stref klimatycznych i zobaczyć w "naturze" kwiaty doniczkowe, które stoją w domu. Bo edukacja domowa odbywa się głównie przez działanie, tworzenie, dotykanie i przeżywanie, a nie wpatrywanie się w podręcznik.






Zbliża się też koniec naszego postanowienia wege. Nie sądziłam, że tata Jagódki da radę- a jednak! Czterdzieści dni bez mięsa nauczyło nas wielu nowych przepisów i smaków i weszło w krew. Napewno zmieni się nasz jadłospis, co jednak nie oznacza, że za tydzień nie uwędzimy pachnącej szyneczki, by świętować:)


Dla Jagódki to był dobry czas. Skorzystaliśmy z powrotu komunikacji alternatywnej i pomocy Pana Michała; odwiedziliśmy osteopatę, żeby się poluzować, zrobiliśmy szczegółowe badania krwi, cztery razy w tygodniu rechabilitacja, orteza łokcia i trzech ortopedów!!! To taka niekończąca się historia, ale mamy nadzieję, że dzięki temu będziemy mogli pomóc Jagodziance jak najdłużej cieszyć się dobrym zdrowiem.


Trzymajcie się zdrowo!

Poprzednie posty