Wpisz swój adres mailowy i bądźmy w kontakcie!

    © 2016 Jagodowy Świat​

    Świadectwo na Święta

    21/12/2018

    Właśnie zaczyna się weekend przed Wigilią. Spisujecie pewnie listę zakupów, tworzycie listę obowiązków dla każdego członka rodziny, jeszcze ostatnie prezenty... W telewizji i Internecie wszystko jest już magiczne, wełniane swetry, kubki z aromatycznymi herbatami, mróz na szybie i wesołe bałwanki, grube skarpety i ogień w kominku.

    Pozwólcie, że podzielę się naszymi przygotowaniami do Świąt i zdarzeniami, które nas dotknęły.

    W ubiegłym tygodniu w czwartek Jagoda zachorowała. Infekcja była bardzo dynamiczna, z godziny na godzinę robiło się coraz gorzej. O 3 w nocy wezwaliśmy karetkę, bo nie udawało nam się już wystarczająco natlenować Małej. W szpitalu zostaliśmy przyjęci na oddział licząc, że jesteśmy w porę i szybko uda nam się zwalczyć infekcję.

     

    Byłam wystraszona, każdy pobyt w szpitalu to nasz lęk i cierpienie Jagody.

    Wtedy do naszej sali wszedł Gość. To Ty przyszedłeś Panie pod postacią Komunii Świętej. Poczułam takie ciepło i wiedziałam, że nas nie opuścisz...

    Ale sytuacja cały czas się pogarszała. Było godzinę lepiej, by za chwilę być dwa razy gorzej.

     

     Tak ciężko jest stać przy dziecku widząc jak kolejną godzinę walczy o oddech. Zaciąga powietrze całą sobą, spocona, kaszle nieustannie, dusi się wydzieliną. Oddałabyś wszystko by ulżyć. Dłonie cały czas pracują, oklepują, odsysają, obserwujesz monitor, kontrolujesz przepływ tlenu, a w głowie tylko jedno: z głębokości serca wołam, Panie przyjdź!

     

    Jagoda otwiera oczy, nagle wymiotuje po czym traci przytomność. Biorę ją na ręce, wołamy pielęgniarki i lekarza. Oczy wywinięte do góry, skóra już nie blada, ale żółta jak świeca i tętno coraz wolniejsze. Wokół ogólny rozgardiasz, ktoś wzywa anestezjologa, ktoś biegnie po ambu, ktoś sprawdza puls, a ja siedzę na kolanach trzymając moje dziecko. Tulę je. Czy to, to? Czy to już? Pochylam się i płacząc szepczę do ucha "kocham cię. Jesteś taka dzielna. Jesteś cudowna." Tata krzyczy: nie pozwól jej! Bierze gruby cewnik i pobudza od środka, próbując wyciągać to co mogło ją zblokować. Zaczynamy akcję, wyciskamy z niej sama nie wiem co, ale jest efekt. Tętno z 40 skacze do 150.  To wszystko trwa pewnie chwilę, ale ja widzę klatka po klatce, niekończące się sekundy niewyobrażalnych, skrajnych emocji.

    Ale to nie koniec. Na konsultację przychodzi doktor i zdziwiona pyta: A czego państwo ode mnie oczekujecie? Państwo nie wiedzą, że dostali dziecko na kredyt? Że nie da się go w nieskończoność ratować? A dlaczego nie jest teraz pani z pozostałymi dziećmi? Są gorsze? Pewnie myślą co zrobić by być chore, żeby się pani nimi zajęła...

    Staliśmy oniemiali. Przyznam, że ja nie myślałam chyba nic. W tamtych momentach byłam już poza skalą i może mój umysł odciął już mnie dla własnego bezpieczeństwa...

    Walka o wszystko toczyła się dalej. Co godzina zmienialiśmy się przy łóżeczku, a drugie siadało. Godzina oklepywania za godziną, zmiany boków, odśluzowywanie i inhalacje. Cudowne Panie Pielęgniarki na każdej jednej zmianie robią wszystko by pomóc. Panie Doktor osłuchują po parę razy i ustalają najlepsze leczenie.

     

    W domu Ola łapie mnie i mówi: Mamo, ja już nie chcę tych klapek na basen. Nie chcę żadnego prezentu. Chcę tylko żebyśmy byli razem. Żebyśmy w Wigilię usiedli przy stole w piątkę...

    Przypomina mi się jak dwa lata temu siedziała mi na kolanach też w Wigilię, zaraz miałam wychodzić do Jagody na Intensywną terapię i płacząc mówiła: mamo, nie martw się. Ja ci obiecuję, że to ostatni raz. Że w Święta już zawsze będziemy razem...

    Perspektywa Franka jest podobna. Na jego 6 lat, trzecie Święta mają być pod znakiem rozłąki...

    Mówię im co jest najważniejsze. Na kogo czekamy.

    Można być w domu, mieć wszystko, zastawiony stół, obfitość wszelakich prezentów, świateł, jedzenia i w tym wszystkim brakuje miejsca dla rodzącego się Dzieciątka.

    Jak w Betlejem, Święta Rodzina szuka miejsca i idzie dalej. Wybiera ubogą stajenkę, w której nie było nic. Tam rodzi się Zbawiciel. Mówię, że jestem pewna, że Dzieciątko ucieszy się z żłóbka ich serc.

     

     

    To dla dzieci jednego dnia mobilizuję siły i w trakcie powrotu do domu kupuję choinkę. Wołam dzieci i przedstawiam im naszą Choinkę Siły. To specjalna choinka. Jest żywa bo musi czekać w sile i swym pięknie na powrót Jagody. Jest Choinką Siły, która jest w nas. Mówię, że zasadzimy ją potem w ogrodzie, gdzie będzie rosła wielka jak nasz dom. I zawsze będzie już przypominała nam te wyjątkowe Święta Siły.

    Z ukrytym smutkiem w sercu włączam kolędy, ubieramy choinkę śpiewając. Franio w zastępstwie taty, jako mężczyzna montuje pod choinką żłóbek. Wypełniamy go siankiem. Panie, przyjdź!

    Zapalamy trzecią święcę. Po niedzieli Gaudate. Niedzieli radości.

    Już tylko tydzień został do Świąt...Modlimy się wspólnie dziękując za wszystkich, którzy nam pomagają w tych trudnych dniach, prosząc o siły i opiekę nad nami.

     

    Jest tak samo źle w poniedziałek, wtorek, środę. Ale nasze serca rozgrzewają codziennie strumienie Waszej modlitwy. Potężnej. Działającej cuda! Zabieracie naszą intencję na Roraty, na Mszę, do Wspólnoty, do Waszych Rodzin.

    I tak w czwartek Jagoda budzi się bez kaszlu. Czysta. Możemy wyłączyć tlen. 

     

    "A jednak, Panie, Ty jesteś dla mnie tarczą, Tyś chwałą moją i Ty mi głowę podnosisz."

                                                              Ps 3,4

     

    Nie wiem do kiedy zostaniemy w szpitalu. To prawdopodobnie okaże się w samą Wigilię...

    Jeśli zostaniemy to dla dobra Jagódki. Jeśli będziemy mogli wrócić to będzie to cudowna Wigilia, pełna cudów, mimo tego iż w tym roku do Świąt, które są za 3 dni, przygotowane mam tylko...SERCE.

     

     

    Please reload

    Poprzednie posty

    October 19, 2019

    September 27, 2019

    August 30, 2019

    August 18, 2019

    June 4, 2019

    April 24, 2019

    Please reload