Wpisz swój adres mailowy i bądźmy w kontakcie!

    © 2016 Jagodowy Świat​

    Warszawskie, kolorowe dni:)

    05/07/2018

    Ledwie wróciliśmy z Wrocławia, żeby wyprać co potrzeba, odebrać świadectwa, bo oto jedna latorośl ukończyła już nauczanie początkowe, a druga zakończyła przedszkole!!! i już gnaliśmy na kolejny turnus tym razem do Warszawy. 

    Instytut Terapii Funkcjonalnej "Dzielny Miś" to znany ośrodek. Panuje w nim niesamowicie ciepła atmosfera, pracują cudowni ludzie a lokalizacja? Za rogiem budynku mamy już widok na Barbakan i dosłownie 10 minut pieszo do płyty Starego Rynku.

    Z racji wakacji do stolicy zabrałam całą moją trójeczkę:) Cieszyłam się, że nie będę musiała rozstawać się z dziećmi, a one popołudniami zobaczą co nieco Warszawę.

    Co dzień wstawaliśmy, po śniadaniu spacerem szliśmy do "Dzielnego Misia". Jagoda miała tam trzy-cztery godziny zajęć, po których wracaliśmy do wynajętej kawalerki, gotowanie obiadu, drzemka Jagódki i ... zwiedzanie! Wieczorem jeszcze jakaś książka i zmęczeni wpadaliśmy w głęboki sen.

     

     

     Wiecie co mnie uderzyło w czasie pobytu w Instytucie? To duży, wielopoziomowy ośrodek z mnóstwem sal, gotowych do przyjęcia wielu małych pacjentów. Idąc korytarzem gdzieniegdzie są uchylone drzwi, w innych miejscach przeszklenia. Z lewej i z prawej strony możesz przez sekundę zerknąć jak w środku ćwiczy dziecko. Każde z nich musi  dawać 100% a myślę że i więcej każdego dnia. Każde z nich miało trudny start. W życiu spotkała je choroba, niepełnosprawność lub wypadek.

    To dzieciństwo i codzienność tak różna od beztroskiej codzienności zdrowych dzieci.

    Te dzieci musiały wziąć na swoje barki to co dał im los i nieść ten ciężar każdego dnia. Bo nie dość, że słabsze, z ogromnym bagażem doświadczeń to muszą podejmować codzienną, żmudną pracę pokonując swój ból i niemoc, wierząc w lepsze jutro. Ilu z nas ma plany treningowe, które szybko weryfikuje nasz brak czasu lub lenistwo. Możemy sobie odpuścić wiele razy bo mamy mnóstwo wymówek. Chore dzieci ćwiczą na tych i wielu innych salach dzień w dzień. Latem i zimą. Kiedy upały i kiedy mróz. Kiedy mają urodziny, festyny, uroczystości i kiedy szaro, buro i nic się nie chce. Przyjeżdżają wózkami, przynoszą je rodzice, jadą czasem kilkadziesiąt kilometrów. Codziennie są rozbierane, ubierane w kombinezony, wkładane w ortezy, usztywniane, pionizowane, rozciągane. Mają cierpliwości, pokory i siły więcej niż my wszyscy.

    Kiedy myślisz, że jest Ci ciężko, że świat jest dziś dla Ciebie niesprawiedliwy, pomyśl o Maluchu, który dziś znów pracuje by móc żyć. 

     

     Warszawa była wyzwaniem dla każdego z nas. 

    Jagoda ciężko pracowała, odsypiała w czasie naszych spacerów i była przekochana. Moja mała Podróżniczka. Kiedy patrzę na zdjęcia, dociera do mnie, że jeszcze rok temu myślałam, że nie wyjadę już poza moją małą miejscowość. Cieszyłam się jak dziecko z dwóch dni na działce, a tymczasem moja Jagódka stoi pod warszawską syrenką.

    Ola i Franek zasłużyli bardzo na wyjazd. Cały rok pięknie pracowali, nie narzekali i zawsze dostosowywali się do pojawiających się sytuacji. Wiecie co robili całe długie godziny, kiedy ja uczestniczyłam w zajęciach Jagody? Siedzieli. Sami. Na korytarzu. Czytali, opowiadali sobie, tworzyli zagadki. Nie zapukali do nas ani razu. I to dodawało mi sił do pokazywania im stolicy. Chciałam wynagrodzić ich grzeczność i cierpliwość:)

    Dla mnie samej wyjazd był wyzwaniem. Miałam wrażenie, że cały czas jestem w gotowości. Na takim lekkim spięciu i czuwaniu, bo to jednak był dla mnie stres. Sama z dziećmi daleeeeko od domu. Całą dobę się na coś organizowałam:) Bo trzeba każdemu dać jeść, spakować plecaczki z kurtką, napojem, drożdżówką, książką, drugi z termosem z mlekiem, pieluchami, lekami, kombinezonem, do tego parasol, kocyk, drobne, dokumenty itp. Zaplanować szybkie zakupy, obiad dla dużych, ugotować zupkę dla Jadzi (nie chce skubana nic kupnego, dlatego nie rozstajemy się z blenderem i gotujemy). Zaplanować wycieczkę, trasę, bilety, postój, bezpieczny powrót, miejsca gdzie ewentualnie będę mogła Małą nakarmić, trasę powrotu, no i  wiadomości, bo przecież chciałabym wiedzieć co zwiedzamy i opowiedzieć dzieciom, żeby zapamiętały:) Do tego przenosić nasz majdan z auta zaparkowanego na najbliższej kopercie do pokoju w kamienicy na drugim piętrze, no i każdorazowo chować wózek i wyciągać z bagażnika bo do pokoju nie dałoby rady bez windy.

    Kiedy wróciliśmy po turnusie i poczułam ufff ... dom... jedyne co mogłam zrobić to zasnąć.

    Ale było warto. I przez te wszystkie dni, jedyne co czułam to WDZIĘCZNOŚĆ.

    Że udało nam się pojechać. Że tyle nowego się dowiedziałam o terapii. Że mogłam pokazać moim dzieciom piękno tak ważnych, historycznych miejsc. Że jesteśmy i byliśmy tam zdrowi. Że każdy z nas dał radę!

    Bo przecież....    

                                                      W życiu piękne są tylko chwile!

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Please reload

    Poprzednie posty

    January 9, 2020

    December 14, 2019

    November 28, 2019

    November 23, 2019

    October 19, 2019

    September 27, 2019

    August 30, 2019

    August 18, 2019

    Please reload